Giełda Samochodowa
 Powrót
Szukaj w publicystyce:    Zaawansowane 
Off-road
Hardcore po skałach
Korespondencja własna z USA: Byliśmy na Rubicon Trail
Wojciech Frelichowskiautor: Wojciech Frelichowski
zdjęcia: Wojciech Frelichowski
Giełda Samochodowa, nr 75/2007 (1241)
z dnia: 21 września 2007 roku
 
Żeby pokonać Rubicon Trail, trzeba się przygotować nie tylko na kilkugodzinne wytrzęsienie w aucie, ale również na palące słońce. W górach Sierra Nevada latem deszcz pada rzadko.
Żeby pokonać Rubicon Trail, trzeba się przygotować nie tylko na kilkugodzinne wytrzęsienie w aucie, ale również na palące słońce. W górach Sierra Nevada latem deszcz pada rzadko.
Jeden z odcinków na skalistym płaskowyżu. Podłoże na początku było gładkie jak bazalt, po czym przeszło w skalne rumowisko.
Jeden z odcinków na skalistym płaskowyżu. Podłoże na początku było gładkie jak bazalt, po czym przeszło w skalne rumowisko.
Nagle w środku lasu skalista przeprawa zamieniła się w rzeczkę. Pokonywaliśmy ją wzdłuż, a nie wszerz, bo tak prowadził szlak.
Nagle w środku lasu skalista przeprawa zamieniła się w rzeczkę. Pokonywaliśmy ją wzdłuż, a nie wszerz, bo tak prowadził szlak.

Kto i po co wymyślił to wariactwo - zastanawiałem się, telepiąc się pod koniec sierpnia Jeepem Wranglerem na szlaku Rubicon Trail w amerykańskich górach Sierra Nevada. Jechać, a w zasadzie pełzać w żółwim tempie po skałach i głazach, w palącym słońcu i w kurzu spod kół? Takie coś mogli wymyślić tylko Amerykanie.

Imprezę organizuje co roku dla dziennikarzy i sprzedawców Jeepów koncern Chrysler. Firma chce się pochwalić, jakie możliwości drzemią w Jeepach Wranglerach. Trasę pokonuje się seryjnymi autami w najbardziej terenowej wersji Rubicon, z terenowymi oponami 255/75 R17, benzynowymi silnikami 3.8 V6 o mocy 200 KM i z automatami.

Trochę się zdziwiłem, że przejechanie 22-milowej trasy zajmuje dwa dni. Później zrozumiałem, dlaczego. To nie jest trasa, to przeprawa po skałach, kamieniach, głazach i rumowisku, a średnia prędkość jazdy wynosi 1,5 km/h! Do tego rano ziąb, w dzień upał. Wytchnieniem są nieliczne zacienione odcinki leśne, ale wtedy do kabiny wdziera się kurz. Zresztą, nie brak go i na otwartej przestrzeni.

Przed ruszeniem na szlak odprawa. Niejaki Buzz, szef całej wyprawy, kilka razy powtarzał: - Slow and easy, powoli i spokojnie. Jeśli będziesz narwany, rozwalisz samochód. Jeśli będziesz nieuważny - to samo.

Buzz kazał włączyć blokadę centralnego dyfra i dezaktywować przedni stabilizator. - I trzymajcie silnik na niskich obrotach, bez nagłych zrywów, bo pourywacie półosie - przestrzegł.

No to w drogę! Kawalkada 30 Wranglerów wolno ruszyła, aby już po chwili zatrzymać się, bo trasa zaczynała się półtorametrowym skalnym uskokiem. - Witamy na Rubicon Trail! - śmiał się chłopak z obsługi, który stojąc obok przeszkody, mówił kierowcom, jak mają ustawiać przednie koła, żeby przejechać. Spotkaliśmy go jeszcze wielokrotnie. On i jeszcze paru instruktorów szli, aby w "wąskich gardłach" udzielać rad kierowcom.

Prawdziwa zabawa zaczęła się jakieś dwa kilometry dalej. Nie dość, że szlak poprzecinany był olbrzymimi głazami, to jeszcze zrobiło się wąsko. A po dalszych dwóch kilometrach zaczął się podjazd po skalnym rumowisku. Kiedy zobaczyłem dwa olbrzymie głazy leżące w poprzek szlaku, zwątpiłem. Tędy nie da się przejechać! Myliłem się. Pomagier z obsługi instruował: - Lewa noga na hamulec, prawa na gaz i do przodu, ale spokojnie! I górą, przez te głazy!

Spod podwozia słychać było, jak stalowe osłony trą o skały. I taka jazda, a w zasadzie pełzanie, trwało aż do późnego popołudnia, kiedy dojechaliśmy na nocleg do leśnego obozu. Podliczyłem: przez osiem godzin przejechaliśmy ledwie 13 km.

Drugi dzień rozpoczął się od ponad 10-kilometrowego podjazdu pod górę Cadillac Hill. Mieszankę głazów, korzeni drzew i skalnych rumowisk omywały miejscami strumyczki wybijające nie wiadomo skąd i nie wiadomo gdzie ginące. Zatem było ślisko. I dopiero tutaj musiałem włączyć blokadę tylnego mostu. Blokady przedniego mostu nie trzeba było uruchamiać ani razu.

Kiedy dojechaliśmy na parking na końcu szlaku, przyszedł czas na oględziny wozów. Każdy miał mniej lub bardziej powgniatane zderzaki, kilka miało przerysowane karoserie, a w jednym przypadku zanotowano urwany błotnik. Poważniejszych uszkodzeń nie stwierdzono.

Szlak gorączki złota

Nazwa rajdu Rubicon Trail pochodzi od rzeczki przecinającej trasę. Szlak znajduje się w górach Sierra Nevada we wschodniej Kalifornii, ok. 300 km na wschód od San Francisco. W czasie gorączki złota, w II połowie XIX w., był to szlak zaopatrzeniowy dla poszukiwaczy tego szlachetnego kruszcu. Góry przemierzały karawany koni i mułów. Po raz pierwszy samochód pokonał Rubicon Trail w 1920 r. Obecnie jest to jedna z najbardziej znanych i ekstremalnych tras offroadowych w Stanach Zjednoczonych.




Dodatkowe zdjęcia:



     
PowrótWersja do drukuZapisz artykułWyślij artykuł znajomemu

REKLAMA